Dyskusyjny Klub Książki: „Moja wina ,bo tańczyłem cza-czę” Guillermo Cabrera Infante

moja wina, bo tańczyłem

19 stycznia na spotkaniu DKK rozmawiano o książce Guillermo Cabrera Infante: „Moja wina bo tańczyłem cza-czę”.

Guillermo Cabrera Infante to kubański pisarz, eseista, scenarzysta, tłumacz i krytyk filmowy. Był synem lewicowego dziennikarza i organizatora partii komunistycznej w Gibara. Aresztowany wraz z rodzicami, już jako 7-latek spędził kilka miesięcy w więzieniu.
W 1941 roku rodzina przeniosła się do Hawany, gdzie najpierw podjął studia medyczne, a potem zaczął studiować dziennikarstwo na miejscowym uniwersytecie. Debiutował |w 1947 jako 18-latek w czasopismach „Bohemia” i „Carteles”. Po zwycięstwie rewolucji kubańskiej został powołany (1959) na dyrektora Narodowej Rady Kultury i szefa Instituto del Cine. Wypadł z łask reżimu wskutek rosnącego krytycyzmu wobec działań nowej władzy i jako odpowiedzialny za nieaprobowaną twórczość brata. Został wysłany na placówkę dyplomatyczną do Europy w celu uniknięcia politycznego rozgłosu. W latach 1962-1965 pełnił funkcję attache’ kulturalnego w kubańskiej ambasadzie w Brukseli.
W 1965 roku, po śmierci matki zdecydował się ostatecznie na emigrację. Najpierw zamieszkał w Madrycie, by następnie na stałe osiąść w Londynie. Zmarł w Londynie po 40 latach wygnania. Cabrera Infante był dwukrotnie żonaty: z Martą Calvo (1953-58)
i z Miriam Gomez (od 1961). Miał dwie córki z pierwszego małżeństwa. Obie mieszkały
z nim w Anglii.

Ulegając początkowo wpływowi XX -wiecznej literatury amerykańskiej ( Hemingway, Faulkner, Steinbeck, Caldwell) z czasem osiągnął w swych utworach  pełną odrębność
i oryginalność literacką. Cabrera Infante pisze z precyzją, wzorując się na technice filmowej, która polega na przedstawianiu faktów, a nie na ich opisywaniu. W Polsce opublikowano zbiór jego wcześniejszych opowiadań pt. „Odpływająca fala” oraz tom publicystyki polityczno-kulturalnej zatytułowany „Mea Cuba”. Opublikowano również dwa mniejsze utwory „Moja wina, bo tańczyłem cza-czę” i „Ona śpiewała bolera”. Nieprzetłumaczone pozostaje najwybitniejsze dzieło kubańczyka – Tres Tristes Tigres (1961) – monumentalna powieść napisana nowatorskim językiem i pełna aluzji do innych utworów literackich, porównywana z Ulissesem Jamesa Joyce’a. Zapewniła ona pisarzowi miejsce wśród najwybitniejszych pisarzy hiszpańskojęzycznych.

„Moja wina ,bo tańczyłem cza-czę” – to krótka książka, licząca niewiele ponad osiemdziesiąt stron. Oczywiście o niczym to nie świadczy, bo nie objętość gwarantuje pozytywne doznania lekturowe. W tym jednak przypadku i ilość stron i opowiedziane historie rozczarowują. Opisane trzy historie, stanowią impresję na ten sam temat. Mamy mężczyznę i kobietę, klimat spotkania także się powtarza – para jest wyraźnie zdenerwowana, napięcie widoczne jest w zachowaniu obojga. Autor usiłuje pokazać jak wiele zależy od przypadku i jak dużo się dzieje dzięki temu, co nie zostaje wypowiedziane. Wszystko rozgrywa się w tanecznych rytmach – bębnów, bolera i cza-czy. Książka nie zaskakuje ani rozegraniem tego samego z nieco innym finałem, ani magią kubańskiej stolicy, magii bowiem zdecydowanie tu brakuje.

Książkę odkłada się na półkę z poczuciem niedosytu. Ciekawych zapraszam, mimo wszystko, do lektury.

Małgorzata Cichoń